niedziela, 24 lutego 2013

Chapter One


Acacia jak zwykle na mój widok przewróciła oczami.
-Jest 30 stopni.
-Dzięki za info, bo nie mam okien!- odparłam. Te gadki mnie już serio wkurzały. Co z tego, że miałam na sobie kurtkę, czarną bluzę , rurki i glany, jak mogę ubrać coś różowego i obcisłego? Sposób myślenia mojej kochanej siostry mnie przerażał. Serio.
-Za dwie godziny mamy samolot- powiedziała, jak gdyby nigdy nic, po czym zaczęła pakować milion swoich walizek do białego Volsvagena rodziców. Nie miałam cholernej ochoty jechać do Irlandii, ale mus to mus. Nie wiem, co jest w niej takiego zachwycającego. Już wolałam zostać całe wakacje w domu, wżerając chipsy i wspominając zajebiste chwile mojego życia ( a nie, nie ma czego wspominać).
Jakimś cudem wcisnęłam moją małą czarną walizkę do bagażnika i wyjechałyśmy na lotnisko. Kiedy prawie uderzyłyśmy w słup, Aci cicho przeklnęła, co było do niej niepodobne. Dobra, ona nas zapędzi do grobu.

Nie zdążyła, bo z eski rock przełączyła na eskę. Wzniosłam oczy do nieba, kiedy rozpoznałam piosenkę One Domestos. "Kill you" chyba. Coś w tym stylu. Właśnie, moja siostra, w sumie bliźniaczka, co mało kto zauważał, bo byłyśmy inne, uwielbiała One Direction. Dosłownie płakała przy każdej smutnej piosence, a darła się przy wesołych. Miała nawet w pokoju własny ołtarzyk i zawsze marzyła, że ich spotka. Dziwne, że jeszcze ją kocham, co? Ale tak jest.
-OŁ AJ DŻAST ŁONNA TEJK JU ENIŁEJ DAT JUD LAJK!
Spoglądałam w okno, żałując, że nie wzięłam mojego iPoda. Mogłabym posłuchać Smells Like Teen Spirit zamiast tego...
Siłą woli powstrzymałam się od przekleństwa.

Całą drogę spędziłyśmy w ciszy. No dobra, może Ac gadała coś o tym, że w Irlandii mieszka Niall, ale ja tylko przytakiwałam, nawet jej nie słuchając. Myślałam sobie o różowej kapuście.

-Jesteśmy!- wykrzyczała uradowana. Podniosłam głowę, zaczęło lać. Normalka.
Jak już mówiłam, moja kochana bliźniaczka miała milion walizek (dokładnie 5), więc musiałyśmy się wracać dwa razy do samochodu.

***
-Dziękujemy za wybranie naszych linii lotniczych. Życzymy miłych wakacji.
Ucieszył mnie ten głos jak cholera, bo Asi nawijała tylko o tym, jak w Irlandii jest super, powiedziała mi historię Nialla Horana tak dokładnie, jakby nim była. Chyba nigdy nie będę taka, jak ona. Raczej na pewno.
Wysiadłyśmy z samolotu i udałyśmy się do punktu odbioru bagaży. Aci od razu znalazła swoją zieloną walizkę, a po chwili jeszcze 4 pozostałe. Mojej jakoś nigdzie nie było, co zaczęło doprowadzać mnie do szału. Szukałyśmy chyba pół godziny.

-OMG! Zo patrz patrz patrz!- potrząsnęła mnie za ramię, pokazując palcem na jakiegoś blondyna z zieloną walizką.
Minęło kilka dobrych sekund, zanim poznałam w nim Nialla Horana, tego o którym właśnie dowiedziałam się więcej, niż bym chciała wiedzieć.
Aci skakała jak jakiś down, ja sobie stałam, nie wiedząc za bardzo co dalej, walizki nie było, ten debil szedł w stronę wyjścia, ogólnie nic ciekawego. Jeszcze brakuje tego, żeby budyń spadł z nieba. Nie no, to by było fajne. Czekoladowy poproszę!
-Dobra, już poszedł- odetchnęła z ulgą- ale mogłam wziąć ten autograf, a nie się na niego gapić.
-Mogłaś- stwierdziłam. A teraz pomóż mi szukać tej cholernej walizki...
-Może chodźmy do punktu informacjii...?
-Nie mogłaś od razu?

-Dzień dobry, nie mogę znaleźć swojej walizki- wypaliłam, niemalże krzycząc. Miałam w niej swoje najlepsze ciuchy!
-Spokojnie. Skąd pani przyleciała? Imię i nazwisko?
-Zoey Clark Londyn- odrzekłam, nerwowo uderzając palcami o blat. Aci nadal się uśmiechała po zobaczeniu idola na żywo.
Wystukała coś na klawiaturze.
-Nie dotarła do nas żadna walizka Zoey Clark- zdziwiła się kobieta o krótkich, czarnych włosach.Miałam ochotę ją udusić.- Są walizki Acaci Clarks.
-CO JA MAM ROBIĆ BEZ SWOICH CIUCHÓW?!- wrzasnęłam, tracąc kontrolę.
-Spokojnie, niech pani zostawi swój numer telefonu. Możliwe, że poleciała innym samolotem. Jak będzie cokolwiek wiadomo...
-Rozumiem- powiedziałam już bardziej opanowana, zostawiając na kartce swój numer telefonu.

***

Zmęczona oparłam się o jedną z walizek Acaci, kiedy ona próbowała otworzyć nasz pokój kartą. Nie dość było już na dzisiaj nie szczęść? Fajne wakacje się zapowiadają, co nie? Nie dość, że chyba będę musiała chodzić w ciuchach Ac, to jeszcze ta cała chora akcja z Niallem Horanem. Miałam ochotę opaść na łóżko i iść spać, chociaż było dopiero południe.
-Jest!- powiedziała uradowana, otwierając drzwi.

-Chyba się przebiorę- tymi słowami wpędziła mnie w zły nastrój, bo też miałam na to ochotę, ale moja walizka jest teraz nie waidomo gdzie. Ale nic nie powiedziałam.
Otworzyła walizkę i krzyknęła zdumiona.
-Co jest?- wymamrotałam obojętnie.
-Tu są ciuchy jakiegoś faceta...
W tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi. Kiedy je otworzyłam pomyślałam, że zemdleję.
-Niall Horan...?

1 komentarz:

  1. Obiecujący początek! Czytałam z wypiekami na twarzy! Lecę czytać kolejny rozdział! 1D4lYFe!!!

    OdpowiedzUsuń