*Zo*
No dobra, byłam taka uszczęśliwiona osobą siedząca obok mnie, że nawet nie przejęło mnie to jak Hazza z Aci gdzieś sobie wyszli. O Boże Zayn jest taki ... sexy! Ale martwiło mnie to, że Niall był jakiś smutny. Gapił się na swoje buty zamiast na film i był taki zamyślony, że nie jadł nawet. Biedny blondasek, pewnie jest zazdrosny... A wszystko się zaczęło od jednej głupiej walizki!
Dobra, film się skończył. Jakoś w ogóle mnie nie zainteresował, chyba gdyby nie Zayn bym zasnęła. Wyszliśmy z sali kinowej zostawiając wszędzie porozwalany popcorn. Niall szedł za nami. Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.
-Będzie dobrze, żarłoku- szepnęłam do niego.
-Hej, Zo, powiedziałaś że to ze mną będziesz chodzić po żelki!- oburzył się Zayn. Wyswobodziłam się z uścisku i podeszłam do mulata.
-Zaraz będzie z tobą gorzej, niż z tą kobietą, którą zjadły potwory na filmie- stwierdziłam.
-Ale idziemy po te żelki, nie?- zapytał z taką nadzieją w głosie, że musiałam się zaśmiać.
-Jasne, chodź.
Wyszliśmy z kina i odwiedziliśmy pierwszy lepszy sklep ze słodyczami, a Niall, Lou i Leeyum poszli dalej.
Było już grubo po 23, mało kto jeszcze chodził po ulicach Irlandii. Było tak cicho i pięknie. Szliśmy sobie w świetle księżyca, wcinając żelki. No dobra, musiałam przyznać, że tak serio-serio polubiłam Zayna, a nie tylko jego tatuaże. Był taki słodki z tym swoim zarostem.
Tak się zapatrzyłam że nie zauważyłam wystającej płytki chodnika.
-Uważaj!- krzyknął, łapiąc mnie w ostatniej chwili. Uśmiechnęłam się, a on mnie podniósł na nogi, ciągle trzymając w talii. Boże ja zaraz umrę. Przybliżył swoją twarz do mojej, dzieliły nas tylko centymetry, kiedy...
-O! Tu jesteście! Eeee... Przeszkadzam?- zapytał Lou. Natychmiast się odskoczyłam od Zayna jak oparzona, miałam ochotę udusić Louisa.
-Nie, no coś ty- stwierdziłam z mocną ironią w głosie, po czym skierowaliśmy się w stronę hotelu. Dziwne, że uszłam tam na własnych nogach, bo moją podświadomość zajmowała jedna myśl: Ty prawie pocałowałaś Zayna Malika!
*Aci*
-Aci, mam pytanie...
-Tak?- powiedziałam, nadal nie mogąc uwierzyć w to co się właśnie stało.
-Zostaniesz moją dziewczyną?- zapytał, patrząc się na swoje buty.
-Jasne, że tak!-pisnęłam, po czym przytuliłam Loczka.
Przytuleni poszliśmy w stronę hotelu, gdzie pewnie czekała na nas cała piątka.
*Zo*
Bez słowa pożegnania wparowałam do swojego pokoju. Aci nie było, pewnie się mizia z Hazzą. Eh. Nie chciało mi się za bardzo spać, ale co mam robić? Rozglądałam się i spojrzałam na ulotkę z reklamą jakiejś dyskoteki w hotelu. Dobra, w sumie to co się może stać. Zajrzałam do torby z dzisiejszych zakupów i wyciągnęłam jakąś sukienkę. Ukradłam Acaci jakieś buty i kosmetyki.
Po chwili byłam już pod drzwiami klubu. Ze środka było słychać jakąś głośną muzykę i krzyki. Ok i tak nie mam co robić. Otworzyłam drzwi i oślepiło mnie jakieś kolorowe światło. Podeszłam do baru, krztusząc się zapachem alkoholu, narkotyków i dymu.
-Mocne martini- powiedziałam łapiąc oddech.
Barman uśmiechnął się do mnie.
-A co taka piękna pani robi tu sama?- zapytał, mieszając drinka.
-Moja siostra poszła na randkę- stwierdziłam- Ile płacę?
-Na koszt firmy. To taka nagroda na osłodzenie samotności- znowu się uśmiechnął, podając mi drinka. Wypiłam pierwszy łyk i zakręciło mi się w głowie. Dobra, nie piłam alkoholu odkąd w wieku 15 lat przyłapała mnie na tym mama. Byłam wtedy bliska uzależnienia.
-Dziękuję. Długo tu pracujesz?- wybełkotałam, co chwila popijając łyka tego pysznego napoju.
-Właściwie to dorywczo. Moja mama jest ciężko chora i potrzebuje pieniędzy na leki.
O Jezu,przystojny a do tego taki dobry. Uśmiechnęłam się, ciągle na niego gapiąc.
-To miło z twojej strony. Mogę jeszcze jednego? Tym razem płacę, zawsze więcej dla mamy.- powiedziałam, wyciągając pięć euro.- Reszty nie trzeba.
-Dzięki!- powiedział i zabrał ode mnie banknot- Tak w ogóle, jestem Will- przedstawił się.
-Zo.- powiedziałam krótko. Postawił drugiego drinka na blacie i od razu wypiłam go duszkiem.
W tej chwili poczułam, jak coś w kieszeni mi wibruje. Telefon.
-Halo?
-Gdzie ty jesteś?- Aci.
-Ja... właściwie to...
-Chodź szybko, muszę Ci powiedzieć coś ważnego!- powiedziała to z takim podnieceniem, że przewróciłam oczami.
-Zaraz będę.
Rozłączyłam się i wysłałam przepraszający uśmiech do Willa.
-Muszę spadać.
-Może zostawisz mi swój numer? Jakbyś chciała... Wypić ze mną drinka czy coś.
Zaśmiałam się i napisałam krzywymi cyframi numer na kartce i wstałam z krzesła. Od razu się zatoczyłam i mało co nie zaliczyłam gleby. I po co piłam to żałosne martini?
Wyszłam z klubu i zaczęłam oddychać świeżym powietrzem. Co się właśnie stało? Miałam mętlik w głowie. Dwie szklanki mocnego alkoholu to chyba za dużo- pomyślałam, chwiejąc się. Dotarłam do naszego pokoju, gdzie siedzieli wszyscy. Zayn też.
-Zo?- wydała z siebie krzyk Acacia.
-Ja...- wybełkotałam, łapiąc równowagę- Co? Nudziło mi się.
Acacia siedziała Hazzie na kolanach, coś było nie tak. Nieważne.
-Powinnaś iść spać- powiedział Liam- Idziemy, chłopaki.
-Ja zostanę tu z Aci- powiedział Harry. Westchnęłam, stając na równe nogi i przecierając oczy. W jednej chwili odzyskałam panowanie nad swoim ciałem.
-Przestańcie, aż tyle nie wypiłam. Po prostu jeden barman zbiera kasę na lekarstwa dla swojej mamy, więc głupio mi było nic nie kupić.
-Napewno wszystko ok?- usłyszałam Louisa.
-Ta.
-Zayn się o Ciebie martwił- dodał Nialler, po czym dostał w głowę od Malika. Nic nie powiedziałam.
Ciekawe, czy już nigdy nie odezwiemy się do siebie słowem. Wiedziałam tylko, że się gapi na mnie i moją krótką sukienkę, palant.
*Zayn*
Zo wróciła do pokoju pijana, czego prawie nie zauważyłem, bo wyglądała naprawdę ślicznie. Kurde, jak wrócimy do siebie zabiję Louisa. Albo lepiej nic nie powiem, bo ten debil od razu wygada. Na pewno zaraz zacznie gadać o tym, jak nas zobaczył.
-A wiecie co?- powiedział nagle.
-Wiemy- odezwała się Zo, jakby też wiedziała, co chce powiedzieć.
-A ja nie wiem!- wtrąciła się Acacia, która ciągle siedziała na kolanach Hazzy. Ciekawe, dlaczego.
-Zayn i Zo- zaczął. Wszyscy oprócz mnie i jej wydali z siebie krótkie "uuu!"
-Zamknij się- warknęła Zoey. Gdyby mogła to by go zabiła wzrokiem- Przewróciłam się tylko i on mnie podtrzymał, jasne? Koniec tematu!
-Spokojnie- powiedział Louis, patrząc na nią szeroko otwartymi oczami.
-Powiedziałam koniec tematu- odrzekła.
Jest taka słodka, jak się złości. I tak do mnie pasuje. Uwielbia rocka i Lakersów. Dobra, zakochałem się może tak troszkę. Gapiłem się na nią jak jakiś głupek, w końcu na mnie spojrzała, lekko się uśmiechając. Odwzajemniłem uśmiech. Chyba jestem w niebie.
-My się będziemy już zbierać- powiedział Liam, ziewając.
*Zo*
Bożebożeboże. Nie wiem, co mi strzeliło z tym uśmiechem, ale to był dobry pomysł, bo chyba odwzajemnił.
Jak tylko chłopcy zamknęli za sobą drzwi, Aci zaczęła coś wrzeszczeć, że jest z Hazzą.
-Szczęścia- oznajmiłam.
-A teraz gadaj. Od początku wszystko.
Westchnęłam. To mnie nie ominie.
-Szliśmy sobie tak... I jedliśmy żelki. Bo w kinie się zapytał, czy będę z nim chodzić... po żelki rzecz jasna. Więc się zgodziłam i poszliśmy po te żelki no i sobie tak szliśmy wcinając. I nagle się potknęłam i Zayn mnie złapał, ale Lou wszystko przerwał i...
-Louis? Ten debil nie zna granic- przerwała mi.
-Właśnie! A dzisiaj tak... przy wszystkich o tym!
-I poszłaś do klubu, żeby odreagować stres związany z Malikiem?- zapytała.
Kiwnęłam głową.
-Poznałam nowego faceta, jakby jeden to było mało- rzekłam.- Ten barman.
-Masz branie- powiedziała, dziwnie poruszając brwiami.
-Nie sądzę. Chyba pójdę już spać- odparłam.
Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka,ale nadal jakoś nie mogłam zasnąć. Za dużo wydarzeń jak na jeden dzień. Najlepiej by było nie znajdywać tej walizki... Mieć gdzieś, zostać metalem. Ale oczywiście los lubi dawać mi kopa w du*ę.
Usiadłam na łóżku i zapaliłam lampkę, a po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
Podeszłam otworzyć. Zayn. Cholera.
-Chyba zapomniałem czapki- wypalił, gapiąc się w podłogę.
-Wchodź- odrzekłam.
-Obudziłem Cię?...
-Nie, jakoś nie mogę zasnąć.
-To tak jak ja- odpowiedział, podniósł czapkę i po chwili dodał:- To ja się będę zbierał...
-Czekaj!-krzyknęłam, mało co nie budząc Acaci. Odwrócił się, a w jego oczach zobaczyłam błysk. Posłałam mu uśmiech.- Skoro nie możemy spać, to może gdzieś pójdziemy? Znam fajne miejsce- powiedziałam.
-Jasne, chodź.
Nawet nie założyłam butów ani ubrania, tylko wyszłam z pokoju, prowadząc go do windy. Wcisnęłam najwyższe piętro. Spoglądał na mnie niepewnie.
Wyszliśmy z windy i nie zastanawiając się weszłam na drabinie na poddasze. Malik poszedł za mną.
-Pięknie tu- stwierdził, przyglądając się widokowi. Usiedliśmy na dachu.
Stąd było widać chyba całą Irlandię. Wow.
Zaczęłam trząść się z zimna.
-Trzymaj- powiedział Zayn, zdejmując swoją bluzę i podając ją mi. Założyłam ją szybko.
-Dziękuję.
*Zayn*
Boże, ale tu było pięknie. I nie chodzi tylko o widok, ale też osobę siedzącą obok mnie.
-Zayn?- zapytała z niepewnością w głosie. Ona jest taka śliczna.- No bo tak jakoś wyszło, że...
Nie wiem, co mi wtedy strzeliło do głowy, ale przybliżyłem się do niej i ją pocałowałem.
***
<3 Czemu taki moment?! Kooocham ;3
OdpowiedzUsuń