poniedziałek, 4 marca 2013

Chapter Eight

*Zoey, kilka dni później*

-Zayn, ty palisz?!- zapytałam, krztusząc się dymem na balkonie.

-Czasami...

-Powiedziałeś, że z tym skończysz- zaczęłam. Poczułam łzy w oczach.- Dla mnie.

-A jak mam nie palić, skoro spotykasz się z tym gnojkiem? Hę?- wrzasnął. Wyrwałam mu paczkę fajek z ręki.

-To przyjaciel... I on ma imię, nazywa się Will.

Spojrzał na mnie z przymkniętymi oczami, a ja już tego nie wytrzymałam i postanowiłam wyjść.

-Zo! Zaczekaj...

Odwróciłam się, ocierając łzy.

-Hm?

-Oddaj pudełko.
Nie, tego już było za wiele, to się nie dzieje naprawdę. To nie jest mój Zayn, z którym spotykam się prawie od tygodnia, który całuje mnie codziennie na dobranoc. Wyrzuciłam całą zawartość opakowania  za barierę balkonu i rzuciłam w niego pustym pudełkiem.

-Udław się tym, idioto- krzyknęłam wybiegając z pokoju. Byłam już przy drzwiach, kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek. To pewnie Zayn mnie zamierza przeprosić. Odwróciłam się i zobaczyłam...

-Lou? Co ty tu robisz?

-To mój pokój- zauważył.- Zoey, tak mi przykro...
Bez słowa się w niego wtuliłam, nadal płacząc. Co z tego, że tuszem pewnie ubrudzę mu koszulę. W jego ramionach czułam się bezpieczniej. A odkąd jestem z Zaynem Lou stał się moim najlepszym przyjacielem... Możliwe, że lepszym od Malika. W końcu się odemnie oderwał żeby spojrzeć mi w oczy.
-Nie będę Ci mówił, że będzie dobrze, bo nie zamierzam Cię okłamywać. Ale wiem jedno- dasz radę, zawsze byłaś silna. A na poprawę nastroju zapraszam Cię na piknik. Jutro mamy jakieś durne spotkanie z fanami- przewrócił oczami- ale co powiesz na sobotę?

-W sumie to chętnie, muszę jakoś odreagować- pociągnęłam nosem.

-No to jesteśmy umówieni.- uśmiechnął się do mnie po czym ucałował mnie w czoło- Okej, to ja pójdę udusić Zayna.

Uśmiechnęłam się na pożegnanie i popędziłam do pokoju żeby zdać relację Acaci, ale ta jak zwykle siedziała i się miziała z Hazzą.

-Musicie?- zapytałam po kilku minutach, Ac tylko na mnie spojrzała i od razu wstała.

-Płakałaś...

-Hazza, możesz sobie iść?- kiwnął głową na 'nie', więc warknęłam- Spadówa!

-Jest w to zamieszany Zayn, będę wiedział, czy mu mogę wlać- odparł, nadal nie puszczając Aci. To jest normalnie jakaś paranoja.

-O tak, możesz... Nawet musisz!- powiedziałam dając upust emocjom i siadając na łóżku z płaczem- wrócił do palenia.

-Niemożliwe- zaczął Hazza, którego obecność mnie denerwowała ale dobra niech mu wleje- ma za co.
Obydwoje zaczęli mnie pocieszać, ale to nie było mi potrzebne. Potrzebny mi był dawny Zayn... Co ja bym dała za to, żeby znowu było jak wtedy?

*Lou*
-Mocno przesadziłeś stary- powiedziałem przez zęby, siłą woli powstrzymując się od uderzenia go w twarz.

-Ja?- uśmiechnął się głupio- To ty się do niej podstawiasz, widziałem tą scenę przed drzwiami, nie idziesz z nią na żaden "piknik".

-Mówisz, jakby to od Ciebie zależało- powiedziałem.

-NIGDZIE NIE IDZIESZ!- wrzasnął, przytwierdzając dłońmi moje ramiona do ściany.
Uderzyłem go pięścią w twarz, tak po prostu. Nie wiedziałem że kiedyś uderzę mojego kumpla ale to się posunęło za daleko. Oczywiście od razu mi oddał, dwa razy mocniej. Zakręciło mi się w głowie, ale sie utrzymałem i popchnęłem go. Zatoczył się i przewrócił, na jego skroni zobaczyłem krew. Już chciałem zakończyć tą bójkę, żeby to nie posunęło się za daleko, ale on wstał i popchnął mnie na szafkę. Uderzyłem czołem w mebel i film się urwał.

*Zo*

Siedzę sobie z moją siostrzyczką i jej chłopakiem i do pokoju wbiega se zakrwawiony Zayn. Boże, on nie umie pukać? Zaraz, jest zakrwawiony... No tak.

-Co jest?- zapytałam, wstając.

-Louis się nie rusza, zrób coś z nim, w końcu to twój chłopak- warknął- gdzie jest jakiś plaster?
O tak, najlepiej się troszczyć o swoją, za przeproszeniem, dupę. Chwila, LOU SIĘ NIE RUSZA? O Boże to oni się pobili tak?
Bez słowa wybiegłam do pokoju chłopców, a reszta(bez Zayna) za mną. W pokoju było pełno krwi a Louis leżał na ziemi. Z jego głowy leciała krew.

-O Boże... Lou! Słyszysz mnie? Louis, nie! Błagam!- uklękłam nad nim- Dzwońcie po pomoc, dzwońcie po pomoc! Szybko! Obudź się, obudź się!- krzyczałam, a Hazza próbował mnie od niego odciągnąć. Chyba do pokoju wszedł Liam z Niallerem, ale ja widziałam tylko rannego Louisa.
Ułożyłam jego głowę na swoich kolanach, gładząc go po włosach. Aci podała mi ręcznik a ja przyłożyłam go Louisowi do głowy. Zrobiło mi się słabo, wstałam i się zatoczyłam, tego było za wiele. Przed oczami miałam milion plamek. Bezwładnie opadłam na łóżko. Co było dalej? nie pamiętam.

***
Usłyszałam pikanie. Dobiegało jakby z dala, odbijało się jak echo. Momentalnie otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą głowę Acaci. Wrzasnęłam.

-Spoko Zoey, to ja!- szepnęła- Obudziłaś się.

-Ja... Chyba poszłam spać i... W tym śnie była krew... LOUIS!- usiadłam na łóżku.

-Stój, wezwę lekarza- powiedziała łagodnym głosem, a ja zobaczyłam, że jej bluzka jest ubrudzona krwią. Nie, to nie był sen. Muszę iść ratować Louisa, gdzie on jest...?

-Dobry wieczór- powiedział jakiś gościu z fartuchem... A, ta, doktor.- Zemdlała pani, ale to naturalny objaw, miała pani nadciśnienie.

-Ja muszę iść do Louisa- wybełkotałam- Gdzie jest Louis?!

-Spokojnie, jest pod opieką doświadczonych lekarzy. Stracił dużo krwi i konieczne było...

-Ja z nią pogadam- odparła Acacia. Lekarz kiwnął głową i wyszedł z pomieszczenia.- POsłuchaj, tylko nie panikuj, ok? On z tego wyjdzie.

-Co mu  jest?!- wrzasnęłam.

-Louis jest w śpiączce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz