Okolice Londynu, około 19, Will
-Może jej powiesz?
Westchnąłem.
-Znienawidzi mnie. Nikt nie rozumie, że nie mogę przestać.
-Stary, mówisz, że to dziewczyna twojego życia- Jack poklepał mnie po ramieniu- Ja spadam.
Zobaczyłem, jak się oddala, i zacząłem myśleć o jego słowach. Tak, powinienem jej powiedzieć. O wszystkim. Znienawidzi mnie, ale nie mogę udawać tego, kim nie jestem. Zrobię to dziś. Muszę.
Rzuciłem wypalonym jointem o ziemię, przygasiłem go butem i głośno kaszląc wsiadłem na motor.
Jadąc zastanawiałem się, czy ten cały Louis nie byłby dla niej lepszy. Ona nie zasługuje na kogoś takiego, jak ja.
Zoey, parę minut po 20
-No i gdzie on jest?-powiedziałam, nerwowo zerkając na zegarek- miał tu być prawie kwadrans temu, a ta sukienka jest wkurzająca! Wiesz, że ich nienawidzę...
-Wyglądasz ślicznie, siostro-odparła- a on pewnie zaraz będzie, mówiłaś przecież, że ma chorą mamę, może ją odwiedził?
Miałam odpowiedzieć, ale w tej chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Boże, to on! Jak wyglądam?-spanikowałam.
-Świetnie, chodź-zaprowadziła mnie do drzwi, a kiedy już się przy nich znalazłyśmy, uciekła, krzycząc-powodzenia!
Uśmiechnęłam się niepewnie i otworzyłam drzwi.
-Cześć, Will.
Przytulił mnie na przywitanie. No nie, niby skąd miał wiedzieć, że mogę od tego zemdleć, bo byłam tak cholernie zestresowana.
-Hej, Zo.
Trwaliśmy chwilę w ciszy.
-No, to gdzie mnie zabierasz?-powiedziałam.
-Niespodzianka, chodź.
Wsadził mnie na tylne siedzenie motoru.
***
-Tu...Jest pięknie!-krzyknęłam przez łzy.
Znajdywaliśmy się na jakimś wzgórzu. Na środku stał stół i spaghetti na talerzach, dwa białe krzesła i świeczki. Na drzewach były pozawieszane białe światełka.
Obróciłam się wokół własnej osi. Było po prostu idealnie.
Odsunął mi krzesło, a ja wdzięcznie kiwnęłam głową. Dobrze, że już usiadłam, bo kolana się pode mną uginały. Jedliśmy śmiejąc się i rozmawiając, a kiedy kończyłam, czułam, że mi się przygląda. Odłożyłam sztućce na talerz.
-Mogę prosić?-podał mi rękę. Wstałam z uśmiechem i zaczęliśmy tańczyć przytulańca(muzyka).
-Wiesz...-szepnął, pochylając się w moją stronę.
-Tak?
Nie zdążyłam zemdleć, bo mnie pocałował. Poczułam się jak... nie ja. Gdzieś znikła gówniara w glanach. Przez chwilę byłam po prostu księżniczką.
'IIIIIIIIIIIIIIOOOOOOOOOOOIIIIIIIIIIIIIIIIIIIOOOOOOOOOOOOOO'
Pchnęłam go lekko w pierś.
-Słyszałeś to?-zapytałam.
-Co?-odparł nieco zdezorientowany.
W tym momencie zobaczyłam czerwono-niebieskie światła.
-Cholera-powiedział, robiąc parę kroków w tył. Niestety, było za późno na ucieczkę. Dwóch policjantów wysiadło z auta i złapało go.
-William Defilante? Jest pan zatrzymany.
-Will, co ty najlepszego narobiłeś?!-wrzasnęłam.
-Wrócę po Ciebie, Zo!
Patrzyłam, jak wpychają go do samochodu.
-Kocham Cię!-krzyknęłam przez łzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz