wtorek, 2 lipca 2013

Chapter Two

No cześć, z tej strony wasza ulubiona Julcia <3 Dziękuję za oklaski 8)
Rozdział będzie robiony trochę na 'odwal się', ale nie będę pisać przez kolejne dwa miesiące i muszę coś dodać, to jest silniejsze ode mnie: nazwijmy to rozdziałem pożegnalnym. Pozdrawiam wszystkich fanów, których nie mam :* A, no i jeszcze jedna prośba: wiem, że czytacie, gimby, licznik mówi sam za siebie. Ruszcie tyłki i napiszcie ten jeden komentarz, chociażby 'Gówno a nie rozdział' XDD. xx
___________________________________________________________________________________
-Louie... Musimy stąd uciekać.
-Cicho, nie denerwuj się.- dotknął palcami brzucha dziewczyny.
-Jak mam się nie denerwować?! Zabiłam człowieka. Jestem idiotką!- krzyknęła, zamykając oczy.
-Nie mają podstaw, żeby nas oskarżać, uspokój się. Wszystko będzie dobrze.
-Nie kłam.- zaczęło padać.
-Zoey, kochanie, spójrz na mnie...- uniósł jej podbródek w górę- Jesteś najlepszym, co mnie spotkało w życiu. Oddałbym za Ciebie wszystko. Kiedy pojawiłaś się w moim życiu, wszystko przewróciło się do góry nogami, to co nie miało sensu i wydawało się nierealne teraz jest możliwe. Kiedy jesteś obok mnie nic więcej mi nie potrzeba, czuje się jak we śnie, dajesz mi tyle radości... kocham Cię.
Dziewczyna zarzuciła mu ramiona na szyję i obdarowała go delikatnym, romantycznym pocałunkiem. Błądząc rękami po jej włosach, pozbył się wszystkich wsuwek i doszczętnie zniszczył jej fryzurę. Pomimo Londyńskiego deszczu, żadnemu z nich nie było zimno. Mieli siebie, to było najważniejsze. Po dłuższej chwili oddaliła swoją twarz od niego, ale tylko o kilka centymetrów.
-Obiecaj mi, że nigdy mnie nie opuścisz- wyszeptała przez łzy.
-Obiecuję- ponownie złożył na jej usach pocałunek.

***

-Już grubo po drugiej w nocy, gdzie oni są?- zapytała Acacia, krążąc w tę i we wtę.
-Wiesz, Zoey wybiegła z domu bez słowa, a zaraz za nią Louis. Kiedy oni się przestaną kłócić?-odparła Agnes.
-To chyba coś poważniejszego, mam ten bliźniaczy instynkt.- odparła blondynka.
-Daj spokój. Może zaliczyli nockę w jakimś hotelu, czy coś w tym stylu, ja już jestem zmęczona.- ziewnęła- Dobranoc!
Powędrowała prosto do domu chłopców, w którym tymczasowo mieszkała i wbiegła do swojej sypialni. Niall leżał w pokoju, nadal w tym jego żałosnym zielonym smokingu i pisał coś na telefonie.
-Hej, jest Lou?
-Nie. Chyba to ten stres, rozumiesz, tatuś Tomlison.- odparł, nawet na nią nie patrząc. Dziewczyna ściągnęła obcasy i ubrała się w ulubioną pidżamę Coca-Coli, którą dostała od Louisa, po czym opadła na łóżko obok chłopaka.
-Jestem wykończona- mruknęła. Chłopak wyłączył komórkę i spojrzał na nią spod jasnych brwi.-Coś nie tak?
-Wydaje mi się, że ostatnio mamy dla siebie co raz mniej czasu- odparł żałośnie.
-Zawsze marzyłam o takim chłopaku jak Ty, taki gwiazdor, którego kochają miliony... ale teraz widzę, że nie wszystko jest takie kolorowe.- przysunęła się bliżej niego, podczas kiedy ten próbował rozwiązać ciemnozielony krawat- Ja to zrobię, dobrze?- jednym ruchem rozwiązała supeł, a on podniósł lekko głowę i pocałował ją namiętnie.

***

-Chodźmy już, jesteś cała mokra.- założył dziewczynie swoją bluzę, która sięgała jej do połowy uda.
-Dzięki- uśmiechnęła się, łapiąc jego zimną rękę-Co my im powiemy?
-Że byliśmy na randce. W święta i w nocy już nie można?- zaśmiali się.
-Co zrobimy, jak nas złapią?
-Nic nie zrobimy. Nie pójdziesz do więzienia, jasne? A jeżeli ktoś by Cię podejrzewał, powiem, że to byłem ja i koniec.
-Nie!- krzyknęła- Zostańmy przy tym, że nikt się o tym nie dowie.
-Dobrze- ścisnął jej rękę.

Po paru minutach doszli do swoich domów.
-Podejrzewam, że moje miejsce zajęła Agnes- odparł, gapiąc się na swój dom Louis.
-Nawet, gdyby tak nie było, dzisiaj śpisz ze mną... I z czego ryjesz, palancie?- walnęła go w ramię.- Chodzi mi naprawdę o spanie.
Weszli do domu, Acacia jeszcze nie spała.
-Boże, Zo!- krzyknęła- Gdzie wy byliście?
-Em...
-Na randce- odparł Lou.
-Przez was się martwię, pff- odpowiedziała.- Okej, to ja będę iść spać.
Powędrowali na górę.

Dla Zoey ta noc była długa i nieprzespana, co chwilę budziła się z krzykiem i zasypiała dopiero w objęciach chłopaka. Śniła o Williamie. O tym, jak wraca do żywych i mści się na niej za to, co zrobiła. Chciała tam wrócić, naprawić jakoś to wszystko, ale nie miała wyboru, inaczej jej chłopak by już nie żył. W myślach miała tylko zakrwawione ciało mężczyzny...

1 komentarz:

  1. Masz wielki talent, wiesz? Podoba mi się twój styl pisania, a kiedy czytałam te rozdziały to mogłam wyobrazić sobie wszystko co pisałaś. Szkoda tylko, że są one tak krótkie. Ale czekam na kolejny. Powodzenia. x

    Zapraszam również do siebie. :)
    http://delirium-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń