*Zoey*
Weszłam do domu, rzuciłam walizkę w kąt i usiadłam na kanapie, płacząc. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich, poza tym i tak niedługo zaczyna się nowy rok szkolny, właściwie to za tydzień. Postaram się o nich zapomnieć.
*Acacia*
-Boże, chłopaki!- wpadłam do ich pokoju, budząc wszystkich po kolei- Zo wyjechała.
-Jak to, wyjechała?- zaspany pan Malik od razu wstał na nogi.
-Normalnie! I to wszystko wasza wina!- spojrzałam na Louisa i Zayna, ocierając łzy- I chyba do niej wrócę, co mi po WASZYM towarzystwie- prychnęłam do Hazzy. Spojrzał na mnie z bólem w oczach i położył się z powrotem spać.- A, właśnie. Zostawiła kartkę.
Zayn i Lou się odrazu wyrwali, żeby przeczytać. Przewróciłam oczami.
-Aci, pójdziemy gdzieś dzisiaj? Pogadać?- powiedział Hazza, nie podnosząc głowy z poduszki.
-Nie mamy o czym rozmawiać- stwierdziłam.
-Proszę.
-Jesteś teraz dla mnie nikim, Harry. Nawet mnie nie wysłuchałeś.
Po tych słowach wyszłam z pokoju bez żadnego pożegnania. Jezu, moja Zoey teraz pewnie odchodzi sama od zmysłów przez tych dwóch debili. Tak się o nią martwię a Harry nagle sobie uświadomił że się zachował jak idiota.
Przebrałam się w wygodne ubrania, nie obchodzi mnie jak wyglądam. Założyłam te dresy, które kiedyś z Zo kupiłyśmy na wyprzedaży. Dwie dokładnie takie same pary, to była chyba jedyna nasza wspólna rzecz, bo oczywiście ćwieki i te sprawy. Włosy związałam w kucyka, nawet się nie pomalowałam tylko zeszłam na śniadanie. Chłopcy już tam byli. Usiadłam przy osobnym stoliku i od razu przysiadł się Hazza.
-Czego chcesz?- zapytałam oschle.
-Niall powiedział, że tego nie chciałaś- powiedział, łapiąc mnie za rękę.
*Zo*
Przebrana w wygodne ciuchy zeszłam na dół, usiadłam na kanapie i zaczęłam przerzucać kanały. Wszędzie tylko 1D i 1D ich słitaśny hit Kiss You. Pewnie Aci się pogodzi z Hazzą jak ją znam i nie stracę z nimi kontaktu, żalownia. Dobra, już nigdy nie stanie tu noga Lou ani Zayna. Nie pozwolę na to.
*Hazza*
Jezu, jakim ja byłem debilem. Nie uwierzyłem jej nawet.
-Przepraszam, Aci- powiedziałem, przyciągając ją do siebie.
-Co mi teraz po twoim przepraszam?- zapytała, odpychając mnie. Łza spłynęła jej po policzku, a ja szybko ją otarłem. Wzięłem głęboki wdech i zaśpiewałem patrząc jej w oczy:
Circles we’re going in circles W kółko, kręcimy się w kółko
Dizzie’s all it makes us To nas przyprawia o zawrót głowy
We know where it takes us Wiemy, że nas to prowadzi do tego
We’ve been before Gdzie byliśmy wcześniej
Closer maybe looking closer Blisko, może wygląda blisko
There’s more to discover Lecz jest coś więcej do odkrycia
Find out what went wrong without blaming each other Dowiedzmy się co poszło źle Bez obwiniania siebie nawzajem
Think that we got more time Pomyśl, że mamy więcej czasu
When we're falling behind Jeden więcej upadek za nami
Gotta make up our minds Musimy naprawić nasze decyzje
*Zo*
Postanowiłam iść do sklepu po jakieś zeszyty do szkoły. Zarzuciłam na siebie skórzaną kurtkę i buty Emu po czym na piechotę poszłam do sklepu papierniczego.
Zaczęłam szperać w zeszytach kiedy poczułam, jak ktoś zasłania mi oczy od tyłu.
-Zgadnij, kto to- usłyszałam męski głos.
-Will!- pisnęłam, odwracając się w jego stronę- ty tu mieszkasz?- zapytałam zdziwiona.
-W okolicy- uśmiechnął się do mnie zalotnie, a ja chyba miałam ochotę się rozpłynąć w jego niebieskich oczach... Niebieskie miał też Lou... Cholera.
-Musimy się kiedyś spotkać- stwierdziłam, unikając jego wzroku. 3 chłopaków to już za dużo.
-W takim razie zapraszam Cię teraz na kawę- powiedział, odgarniając mi kosmyk włosów z twarzy. Jezu, jestem w niebie. Umarłam.
*Aci*
-To było piękne- wyszeptałam, płacząc.
-Kocham Cię, Aci. Nic tego nie zmieni.
Złączyliśmy wargi w pocałunku. To pozwoliło mi nawet zapomnieć o Zo, o tym, że musimy się za tydzień rozstać.
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
Siedziałam sobie przymulona w pokoju, tęskniąc za Hazzą. Zo nie wychodziła z pokoju odkąd przyjechałam, raz tylko wyszła i powiedziała, że się boi bo chyba widziała Louisa. Biedna ma jakieś przewidzenia. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Hm, kto to może być tak późno?
-Otworzę!-krzyknęłam, chociaż wiedziałam, że Zo i tak nie ruszy tyłka.
Nacisnęłam klamkę i kilku ludziów od razu weszło sobie do pokoju jakby byli u siebie.
-NIESPODZIANKA!- wrzasnął Hazza, po czym mnie pocałował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz