-Postanowiliśmy wynająć sobie ten dom naprzeciwko waszego!- wykrzyknął Hazza, po czym pocałował mnie w czoło.
-Boże... To... Super!- krzyknęłam.- Ale nie wiem, czy Zo się ucieszy.
Lou i Zayn westchnęli.
*Zo*
Schodzę se na dół po kanapkę a tam One Direction. CHWILA. CO ONI TU KURDE ROBIĄ?!
Zobaczyłam ich...spojrzenie z Zaynem i Lou...uciekłam..tak to śmieszne wybiegłam ze swojego własnego domu. Heh 25 stopni a ja w czapce, swetrze i to w dodatku czarnym z rozmazanym makijażem. Boże jak ja musiałam wyglądać. Zaraz..zaraz od kiedy ja się przejmuję opinią innych? Eh..nie mam siły żeby teraz o tym myśleć. Poszłam w moje ulubione miejsce w parku schowane pod wierzbą i krzewami...cisza i spokój. Położyłam się na trawie patrząc na błękitne niebo. Leżałam tak chyba z 10 minut. Nagle usłyszałam szelest w krzakach. Eh pewnie jakiś kot pomyślałam. Poczułam jak ktoś się koło mnie kładzie..zaczął nucić moją ulubioną piosenkę znam ten głos...to był głos na który zawsze dostawałam ciarki..tylko on znał moją ulubioną piosenkę...znał mnie lepiej niż wszyscy...nawet Aci. Gdy się z nim spotykałam to było takie inne uczucie niż z Zaynem...tak sobie myślę, że go darzyłam większym uczuciem niż Malika. Tak..to pewne.
- Louis...co ty tu robisz? - zapytałam po chwili ciszy
-A co mam robić? Leżę tu obok ciebie...bo wybiegłaś z domu a muszę z tobą porozmawiać.
-My już nie mamy o czym rozmawiać...Louis
-O nie...mamy. Proszę Cię odpowiedz na jedno moje pytanie i jak będziesz chciała to zniknę z twojego życia..
-A więc Zoey Zo Clark czy ty mnie kiedykolwiek kochałaś? kochasz? nienawidzisz? uważasz za przyjaciela?
-Louie...-z oczu zaczęły mi lecieć łzy.
-Mała...nie płacz. -Ohhh..gdyby ktoś dawniej tak do mnie powiedział dawno by był już bez uzębienia ale nie...nie teraz z ust Louisa to mnie uspokajało? Tak chyba tak.
-Lou ja..ja..ja - nie mogłam nic powiedzieć. Louis ja..Cię koch...kocham.
-Boże Zo..nie płacz spokojnie. Chodź tu. - wtuliłam się w niego i tak trwaliśmy przez hmm 15 minut?
-Hej..mała popatrz na mnie...- wszytko będzie dobrze..jasne? powiedz tylko, że nie chcesz mnie znać. A zniknę na zawsze. tylko powiedz.
-Nie Louis...nie..zostań..to ty powinieneś znienawidzić mnie..nie ja ciebie... - to ja...gdybym nie pojechała na te głupie wakacje...miałbyś teraz normalne życie.
-Miśku...gdyby nie te wakacje nie spotkałbym ciebie. Kocham Cię jak debil. Wariatko! Spójrz na mnie.
Oderwałam głowę od jego cieplutkiego torsu i spojrzałam Mu w oczy.
-Louis...kocham Cię.
-Ja Ciebie też...- i złączył nasze usta w pocałunku. Zoey co ty na to żeby pojechać do mojego domku nad jeziorem? Do końca roku zostało 5 dni, ale pojedziemy tak teraz od razu na 4 dni. Co ty na to?
-Jasne.
*~*
-Zo wstawaj! Jesteśmy na miejscu. - usłyszałam wyszliśmy z samochodu.
-Louis jak tu pięknie!
-A myślisz, że dlaczego Cię tu zabrałem?
-Może napiszę do Acaci gdzie jestem co?
-Okej i tak nikt nie zna tego miejsca.
Wyjęłam iPhone i wystukałam
Aci jestem z Louisem w jego domku nad jeziorem. Nie szukajcie nas wrócimy za 4 dni. Kocham Cię siostrzyczko! xx
*Aci*
Siedziałam z chłopakami w salonie i poczułam wibrację w kieszeni. Wyjęłam telefon, odczytałam wiadomość od Zo i automatycznie się uśmiechnęłam. Pokazałam wiadomość Hazzie który zareagował tak samo jak ja, poprosiłam go o dyskrecję i odpisałam
Awww! Szczęścia robaczki. Też Cię Kocham Zo! xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz