*Acacia*
-Więc gdzie i po co mnie zabierasz? - westchnęłam
-Zobaczysz. Jakbym Ci powiedział to już nie byłoby to tajemnicą.
Boże...co za debil- pomyślałam
* na miejscu*
-Boże Harry co ty znowu odpierdzielasz?
-Zabieram Cię na wymarzoną randkę!
* w trakcie kolacji*
-Harry rozumiem...byliśmy razem ale proszę pogódź się z tym ja uważam Cię tylko za przyjaciela. Proszę -powiedziałam, przez łzy-Mi też jest trudno nie da się Ciebie od tak wyrzucić z życia, przepraszam lepiej będzie jak ja wyjdę. - powiedziawszy to rzuciłam na stół banknot i wyszłam. Słyszałam jak Harry mnie wołał ale nie zwracałam na niego uwagi. Szłam tak ulicami ciemnego Londynu. Jakie to miasto jest piękne...tak myślałam, myślałam aż w końcu na kogoś wpadłam.
- P...przepraszam powiedziałam przestraszona...
- Nic się nie stało po prostu uważaj..okej?
- O..okej.
- Acacia?
- Kim jesteś i skąd mnie znasz? - spojrzałam na zakapturzoną postać
- Justin jestem pamiętasz? Poznaliśmy się w Starbucksie?
- Ah no tak. - pacnęłam się w twarz
- Dlaczego chodzisz o tej godzinie sama? - zapytał.
-Wiesz, lubie czasami wyjść i pomyśleć. -skłamałam.
-Ej, mi możesz powiedzieć, przecież widzę... płakałaś.
-Eh...no po prostu rozstałam się z Harrym...
-Ojej to smutne. Chodź.
-...? - spojrzałam na niego zdziwiona
-No podejdź tu nie bój się. - zaśmiał się
Zrobiłam tak jak kazał, podeszłam i otrzymałam bear hug'a.
- T...to naprawdę słodkie..ale d..dusisz. -ledwo wysapałam
-Ojej wiesz, już jest grubo po 1. Może odprowadzę Cię do domu?
-J..jasne jak chcesz. - zaczęłam dygotać
-Zimno Ci? - zapytał
-Nie...może troszkę- odpowiedziałam. W tym czasie Justin podarował mi swoją kurtkę.
-Nie! Nie trzeba..
-Spokojnie ja mam jeszcze bluzę a ty sukienkę na ramiączkach - powiedział chichotając
- Dziękuję to miłe - odpowiedziałam speszona
Szliśmy tak w ciszy.
- To już tutaj - powiedziałam
- Oh...okej - powiedział smutny
- Coś się stało? Może wejdziesz?
- yyy...nie, nie będę przeszkadzał.
- Ależ nie będziesz przeszkadzał. Mieszkam sama - odpowiedziałam śmiejąc się
- To wchodzisz?
- Ymmm...tak.
*w salonie*
- Napijesz się czegoś?
- Um no mogę. - odpowiedział
- Wino? No chyba, że wolisz herbatke? - zaśmiałam się
- Taa..wino poproszę. - zaśmiał się
*okolice 4*
- Wiesz 4 już ja się będę zbierał.
- Nie ma mowy! Nie puszczę Cię samego o tej porze.
-Spokojnie, mała, dam radę.
Powiedział 'mała', i przypomniało mi się, jak Hazza tak do mnie mówił... Momentalnie posmutniałam i walczyłam z łzami.
-Hej, co jest?-zapytał, przytulając mnie- Będzie dobrze, obiecuję- pocałował mnie w czoło. Lekko się speszyłam i chyba nawet zarumieniłam-To ja już będę leciał.
-O...okej- jęknęłam-Paa...
Uśmiechnął się łobuzersko i wyszedł.
Stalam jak wryta, szepcząc sama do siebie:
-Chyba nawet lepiej, że z nim zerwałam...
*Okolice 9, Zoey*
-Ja nie mogę, Louis! Przestaniesz mnie wreszcie prześladować?- krzyknęłam.
Potarł twarz rękami.
-Wiem, wiem. Za bardzo się martwię po tym twoim wypadku, że znowu Cię stracę.
-To się nie martw! Jestem już dorosłą dziewczynką- prychnęłam, rzucając mu jedno z najgorszych spojrzeń, na jakie mnie było stać.
Wyszłam z domu chłopaków, przebiegłam przez ulicę i znalazłam się po drugiej stronie. Weszłam do domu i zastałam śpiącą na kanapię Aci, otworzoną butelkę i dwa kieliszki czerwonego wina. Co, tak szybko się pogodzili?
Zaraz, przecież nocowałam u chłopaków, i Harry wrócił po 1, nic nie mówiąc. Coś mi tu nie gra. Hmm, zapytam ją,ja k tylko wstanie. Owinęłam moją siostrę kocem i posprzątałam w salonie, po czym miałam włączyć TV, ale ktoś zadzwonił na stacjonarny.
-Halo?
-Em, Aci?
-Nie, jestem jej siostrą. Teraz śpi, mam coś przekazać?
Zaśmiał się cicho.
-Niech zadzwoni, kiedy już się obudzi.
-Jasne-powiedziałam- to do zobaczenia.
Rozłączyłam się i spojrzałam na moją pogrążoną we śnie siostrę.
-Widzę, że szybko się pocieszyłaś, kochanie-mruknęłam do niej, będąc pewna, że nie usłyszy.
-Wiesz, że od dłuższego czasu nie śpię?- prychnęła, otwierając oczy.
-Oj tam, oj tam, opowiadaj!-powiedziałam.
-Niby o czym? To mój kolega.- mruknęła, wyraźnie zniesmaczona tym faktem.
-Dobra, daj spokój! Wiem, że coś iskrzy. Czyli... dałaś kosza Harry'emu?
-A jak- odparła.
W tym momencie mój iPhone zaczął wibrować.
-Chwilka- powiedziałam, uśmiechając się. Will.
-Halo?- powiedziałam, gapiąc się na Aci, która wybałuszyła oczy.
*Aci*
-Ale że dzisiaj?... Nie, nie mam planów... Ale gdzie?... Jak to 'niespodzianka'?.... Dobrze, bądź po ósmej. Rozłączyła się.
-Lou?-podsunęłam.
Zaczęła się śmiać.
~*~
Osobiście nie jestem zachwycona rozdziałem. D:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz