-Byłem pierwszy.- powiedział, pomimo czerwonych od płaczu oczu wysilając się na uśmiech.
Westchnęłam, ziewnęłam i zaprosiłam go do środka.
-Siadaj- powiedziałam obojętnie, nawet na niego nie patrząc. Próbował wzbudzić we mnie współczucie, haha, debil.
-Postoję- odparł, opierając się o ścianę- posłuchaj, ja wiem, że...
Uniosłam rękę, zabraniając mu mówić.
-Zacznijmy od początku. Jeżeli naprawdę byś mnie kochał, nie zdradziłbyś mnie. Proste?
-Ja... Nie chciałem!- jęknął- po prostu od paru tygodni nie dawałaś się dotknąć.
-Zamknij się!- poczułam łzy w oczach- Wiesz może, że moja siostra mogłaby umrzeć, i to przez tego twojego durnego koleżkę?! Ach, a może mam udawać, że wszystko jest okej, powiedzieć 'nieważne, że moja siostra leży w szpitalu' i polecieć z Tobą do krainy tęczy?!
-Wiesz, że nie o to mi chodzi. Nie chciałem Cię zranić...
-Ale zraniłeś - nie wytrzymałam wybuchnęłam płaczem-I co z tego, że nie dałam się dotknąć? Gdybyś naprawdę mnie kochał poczekałbyś- krzyknęłam*
W tym momencie mnie pocałował. Trwaliśmy tak chwilę, po czym gwałtownie go odepchnęłam.
-Idź stąd, Harry. Najlepiej nie wracaj.
Po jego policzku spłynęła łza.
-Dobrze. Przepraszam- powiedział, wychodząc przez drzwi. Ponownie oblałam się łzami.
*Zo*
-Najlepiej zostańmy przyjaciółmi.
Uśmiechnął się smutno i wiedziałam, że go to zabolało, ale nie mogłam tak po prostu zacząć chodzić ze sławnym Louisem Tomlisonem, którego nie znałam.
-Jasne- spojrzał na swoje buty- Ja już pójdę.
Serio, myślałam, że zaraz się rozbeczy, czy coś.
-Dziękuję. Za to, że przychodziłeś... Aci mnie widocznie olała.
-Wiesz,nie chcę nic mówić, ale Hazza ją zdradził i...
-Cooo? O Boże, zabije gnoja! Wy to w ogóle jakaś wielka, popieprzona rodzinka! Każdy tu jest nienormalny, jeden mnie nawet prawie zabił,...
-Zoey!
Jakiś przystojny blondyn o niebieskich oczach stanął w drzwiach z bukietem kwiatów, ciężko dysząc.
-Ciebie pewnie też znam?- zapytałam z udawanym entuzjazmem.
-Kim on jest?- Lou skierował się do mnie.
-Nie wiem.- odparłam, biorąc garść chipsów do ręki.
Jak na złość w tym momencie do pokoju wpadł kolejny chłopak. Pewnie jego też znam. Miał ciemną skórę i czarne włosy, a jego twarz była pokryta lekkim zarostem.
-Zoey? To naprawdę ty?
Myślałam, że padne, kiedy klamka znowu się przekręciła i do pokoju wbiegła zapłakana Acacia.
-Ten debil... O, trochę tu tłoczno- zaśmiała się przez łzy.
-Już jesteśmy- do sali wbiegli Agnes i Niall- A co tu was tyle?
Głośno westchnęłam i w myślach policzyłam wszystkich moich przyjaciół. Razem ze mną- siedem. Przedszkole dla dzieci z Downem uważamy za otwarte!
-DOBRA PO KOLEI- wrzasnęłam, przekrzykując ich.- TY- wskazałam na tego z różami- pewnie Cię znam. Ty- pokazałam na tego mulata- kogoś mi cholernie przypominasz. Aci, zabiję skurwiela, Agnes, Niall, hej.
-To ja, Will. Dowiedziałem się o tym, że straciłaś pamięć, zwolniłem się z pracy i przybiegłem jak najszybciej- wytłumaczył.
Oo, jak słodko. Widziałam jak Lou próbuje zabić go wzrokiem, ale nie miałam czasu na takie pierdoły.
-Zo straciła pamięć? Nie pamiętasz mnie, to ja, Zayn!- krzyknął ten drugi, wymachując rękami.
-TY... MNIE CHCIAŁEŚ ZABIĆ!- przypomniałam sobie jego imię z opowieści Louisa- TY DEBILU!
Gwałtownie się odsunął.
-Nie chciałem, naprawdę. Przepraszam.- przyłożył sobie rękę do serca, jakby składał jakąś przysięgę.
Westchnęłam.
-W każdym razie chciałabym zostać z Aci sama. Jesteście naprawdę bezczelni, no, może oprócz tych kwiatów, to było słodkie- powiedziałam, mrugając do Willa- Ale musicie iść. pa!- krzyknęłam radośnie i z ulgą patrzyłam, jak opuszczają pokój.
-CAŁOWAŁ SIĘ Z EMILY- powiedziała Aci, ponownie płacząc.
-Kochanie... Nie zasługiwał na Ciebie- odparłam, mocno ją przytulając. Trwałyśmy tak chwilę, po czym spojrzałam na nią i powiedziałam poważnie: W każdym razie, niech wie, kogo stracił. Nie możesz pokazywać mu swoich słabości. Niech ma... za swoje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz