KILL KILL NA DZIEŃ DZIECKA, LUDZIE!
---
*kilka miesięcy później*
~ Acacia ~
Od kilku tygodni nie robię nic innego niż siedzenie na kanapie i patrzenie się w ścianę. Już mnie nawet nie odwiedzają, nie zmuszają do niczego. Wiedzą, że tego nie zrobię. Chociaż, nie. Agnes przychodzi co drugi dzień siada koło mnie, nic nie mówi i patrzy się w ścianę. Podejrzewam, że wie co to znaczy stracić bliską osobę. Dokładnie sześć tygodni temu dostałam telefon z wieścią, że moja kochana Zoey nie żyje, umarła. Wiecie co jest najzabawniejsze? Była w ciąży.
Zabawne, nie? Jak ktoś może postrzelić dziewczynę w ciąży? Trzeba być aż takim bezuczuciowym człowiekiem? Mimo, że popełniła tak wiele błędów i nie była doskonała to chciałabym aby teraz tu była. Z małym bobaskiem. Jestem ciekawa czy to byłaby dziewczynka. Albo chłopiec. Zawsze chciała mieć chłopczyka. Takiego słodkiego bobaska, ale teraz są razem. W niebie.
Dlaczego ją zabili? Przez jej cudownego chłopaka, który się w coś wciągną. Z tego co wiem, to na początku zabili ją, a potem torturowali jego aż do przyjazdu policji. Tak jakby nie mogli zabić tylko Willa. Kochała złych chłopców, więc można było się domyślić, że to się tak skończy, gdyby została wszystko byłoby inne... Byłaby szczęśliwa z Louis'em. Przypomniałaby sobie jak go mocno kochała, byliby najsłodszą parą jaką kiedykolwiek widziałam.
Jutro ma się odbyć pogrzeb. Jej, nienarodzonego dziecka i Willa. Wszystko na jednej mszy. Powiedzieli mi, że będę przemawiać. Wątpię czy dam radę. Teraz kiedy o niej myślę to łzy leją się z moich oczu, a co dopiero będzie gdy będę musiała napisać, a potem przeczytać przemowę? Kompletnie się rozkleję. Moje serce już jest połamane na drobne kawałeczki, a co dopiero psychika. Powinni mnie zamknąć w jakimś psychiatryku. Przynajmniej ja bym tak zrobiła.
***
~ Louis ~
Myślałem, że już gorzej już być nie może. Miłość mojego życia nie żyje. Najpierw mnie opuściła, potem wyjechała, a teraz... zmarła. Powiedz mi czemu? Ona nic nie zawiniła. Jest niewinna.
Mimo, że mnie opuściła, to ja wciąż ją kocham. Mimo tego, że wolała innego chłopaka. Myślałem, że kiedyś sobie przypomni. Przypomni to co razem przeszliśmy i jak nam dobrze razem było.
Po spotkaniu z Lilly odrodziłem się na nowo, ale co z tego? Skoro kilka tygodni temu wszystko wróciło do normy? Gdyby nie ten głupi telefon, który odebrała Aci żylibyśmy w niewiedzy. Jest to czasami nawet lepsze niż spotkanie z prawdą. Okrutną, bolesną prawdą. W sumie gdyby nie ten telefon nie zbliżyłbym się do mojej rudowłosej dziewczyny.
***
~ Harry ~
Uciekłem, w końcu. Mam zamiar utrzymywać miejsce, w którym się znajduję w tajemnicy. Nie będę się z nimi kontaktować. Nie dam rady. Te wszystkie wydarzenia... przerosły mnie. Nie wytrzymuje. Aci mnie odrzuciła, Zoey nie żyje. Co jeszcze może się stać?!
Znajduję się w małym miasteczku blisko Los Angeles. Daleko od Londynu, o to mi chodziło. Nie zrozumcie mnie źle, ale mam już dość. Dość tego wszystkiego. Sławy, wrzeszczących fanek, koncertowania...
To tak jakby cała energia, którą miałem na początku kariery ze mnie uleciała. Nie czerpię już radości z koncertowania. Nie chcę dłużej być sławny. Chcę być normalnym Harry'm kojarzonym z piekarni, a nie tym Harry'm z One Direction- największego i najgorętszego boysbandu na świecie.
Chcę odpocząć od tego wszystkiego i mam nadzieję, że tutaj się to uda.
____________________________
Krótkie, ale jest.
Jak wam się podoba? Biedna Zoey umarła.
Hahaha, nie.
Do następnego. xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz