sobota, 1 czerwca 2013

Epilog - Koniec części 1

Mocno ściskam rękę Justina, kiedy wchodzimy do kościoła. Na samym środku stoją dwie trumny. Muszę się przygotować na to, że zobaczę Zoey. Moją siostrę, a może raczej: to, co z niej pozostało...
Mam ochotę stąd uciec!
Zajmujemy miejsce na ławce, sala jest jeszcze pusta. Tylko przed nami siedzi jakaś kobieta w podeszłym wieku, łkając. Chyba jej nie znam, a przecież znałam wszystkich tych, których znała Zoey...Może to mama Willa?
-Przepraszam-mówię cicho, kładąc jej rękę na ramieniu- Kim pani była dla Willa?
Podnosi swoje zmęczone, orzechowe oczy i patrzy na mnie jak na wariatkę.
-O czym pani...mówi?-pyta pomiędzy kolejnymi łzami.- To jest pogrzeb Anne Picklenon i jej męża.
Momentalnie zrywam się z miejsca, ale Jus obejmuje mnie, żebym nie mogła zacząć pytać wszystkich o wszystko.
-Spokojnie. Ona zwariowała, w tym wieku to możliwe.
W jednej chwili płomyk nadziei o życiu Zo gaśnie. No tak, głupia jesteś, Acacia, ty debilko! Dopiero kiedy mój przyjaciel mnie obejmuje i widzę krople na jego marynarce uświadamiam sobie, że płaczę.
Nadal nie mogę w to uwierzyć...
Sala się zaludnia, dołącza do nas reszta zespołu, ale nie znamy nikogo naokoło. Wszyscy biorą mnie za debilkę kiedy pytam, kogo to pogrzeb.
Bo za każdym razem otrzymuję jedną odpowiedź: Ale pi-cośtam.
Po chwili nawet chłopaki zaczynają coś podejrzewać. Jus kręci się niespokojnie poszukując wzrokiem kogoś znajomego.
-Nie wiem, gdzie się podziała Acacia Cook, siostra tej dziewczyny. Miała przemawiać...- słyszę kogoś za sobą.
Mam jakieś halucynacje?

W kościele rozbrzmiewają dzwony.
-Anne była doskonałą siostrą, córką, synową i matką.- mówi ksiądz- Teraz razem z Nilliamem i niedoszłym owocem ich małżeństwa są w królestwie Bożym i patrzą na nas z góry...
Czuję, jak robi mi się słabo. A jednak. Zwariowałam. To niemożliwe... Widzę czarne plamki przed oczami i Justin kurczowo przytrzymuje moje bezwładne ciało.
-Zabierzemy Cię stąd, Acacia- słyszę z oddali. Zamykam oczy i czuję, jak jakieś silne ramiona mnie podnoszą. Co się dzieje?

~Lou~

Nie wierzę, po prostu nie wierzę. Całą grupą podchodzimy do recepcji.
-Przepraszam-mówię, zastanawiając się, czy to nie wygląda dziwnie: Czwórka chłopaków z One Direction i facet trzymający omdlałą dziewczynę w ramionach- Gdzie tutaj odbywa się pogrzeb Zoey Clark i Williama Deffie?
Recepcjonistka patrzy na nas spod turkusowych okularów i wystukuje coś na klawiaturze.
-Nie ma pogrzebu Zoey i Willa w najbliższym czasie-mówi zdziwiona- Może sprawdzić w kartotece innych kościołów?
-Poproszę-mówię, opierając się ciężko o blat. Aci odzyskuje przytomność.
-Nic. Nie ma takich osób.
-Cholera jasna.-mówi Zayn.
-To musi być jakaś pomyłka...- stwierdzam, czując łzy w oczach.

~Zo~

-Nie chcę Cię widzieć!- krzyczę, rzucając w mojego byłego chłopaka poduszką.
-Chcę tylko Ciebie, błagam, z tamtą to był błąd!-mówi, celnie chroniąc się od ataków.
W tym momencie na wyświetlaczu mojego iPhone'a pojawia się "Doktor Deffey"
-Odbieram i stąd spadam. Już się nawet spakowałam.-mówię obojętnie, wychodząc na taras.-Halo?
-Mam wyniki ojcostwa pani dziecka.
Czuję, że moje serce przyśpiesza.
-Tak?-mówię drżącym głosem.
Właściwie to żaden wynik mnie nie zadowoli. Jeżeli to będzie Will- cholera jasna. Jeżeli Louis- cholera jasna.
-Ojcem jest Louis Tomlison.

~Aci~

-Zajęte -mówię do całej szóstki.-Ale skoro zajęte, to ona z kimś gada...
-Nadal w to nie wierzę. Zo żyje.-mówi Louis, którego przestało obchodzić nawet to, że Lilly dzwoniła do niego z tysiąc razy. Ale pewnie na jego miejscu też bym się tak zachowywała. Właśnie, ZOEY ŻYJE!

DWA DNI PÓŹNIEJ

~Zo~

Stawiam walizkę i pukam trzy razy do drzwi, czując, że ręce mi drżą. Nikt nie odpowiada. Wyglądam przez okno i widzę ojca mojego dziecka wpatrzonego w okno. Po jego policzku spływają łzy, a w ręce ściska nasze wspólne zdjęcie. Sama wchodzę do domu, bo jest otwarte i powoli do niego podchodzę.
Stoi tyłem do mnie i mówi pod nosem do obrazka:
-Kocham Cię, Zoey.
-Ja Ciebie też!- krzyczę, a kiedy się odwraca, całuję go prosto w usta.
                                                                 ~ * ~
No to koniec części 1...ale nie martwcie się! Wrócimy z 2 częścią jak tylko skończy się rok szkolny...albo i wcześniej! Do części 2! Kochamy Was! Maja, Anita i Julka xx
Edit: Julka robi zawieszkę. Na ile? Nie wiem, aż się pozbieram po strasznej stracie, może pół roku, mniej więcej tyle. xx [*]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz