Co się dzieje kiedy wszystko w co wierzyliśmy było kłamstwem?
Kiedy osoby, które miały nie żyć jednak żyją?
Co się stanie kiedy wszytko będzie jak dawniej?
Będzie lepiej niż kilka miesięcy temu, czy może gorzej?
24 grudnia, wieczór, okolice Londynu, Zoey
-Pomóc Ci w czymś, siostrzyczko?
Acacia odwróciła się i na mój widok uśmiechnęła się szeroko.
-Mogłabyś nakryć do stołu?
Ten jej anielski uśmiech jest mega przekonujący, więc grzecznie wzięłam talerze, miski i sztućce, po czym poustawiałam je na pokrytym śnieżnobiałym obrusem stole. To będzie Zayn, Nialler, Liam i Louie... Justin, ja, Agnes i Acacia. Okej.
-Gotowe!-krzyknęłam. Podeszła do mnie i zaczęła liczyć nakrycia.
-Brakuje jednego.
-Co...?
-Brakuje nakrycia dla niespodziewanego gościa- znowu ten uśmieszek, chociaż wiedziałam, co oznacza jej spojrzenie. W głębi duszy każdy z nas miał nadzieję, że Harry wróci. Z tego co wiem, podobno dla niego nie żyję. Może być i tak, ale jak mógł zostawić wszystko i... W sumie też tak zrobiłam.
Położyłam talerz, miskę i sztućce przy ósmym nakryciu.
-Chłopaki będą za godzinkę.-westchnęła.
-Pomogę Ci w tym gotowaniu.
-Ha, ha, ha. Ty i gotowanie? Nie pamiętasz już, jak podpaliłaś kuchnię robiąc jajecznicę? Pozwól, że ja się tym zajmę.- wróciła do gotowania- A tak w ogóle, kiedy zamierzasz powiedzieć Louisowi... No wiesz...
-Eee... Jutro- barknęłam.
-Zo, wiesz, że w końcu zauważy ciążę.
-Mam stracha, że mnie opuści. Wiesz jak jest, ma zespół, nie zrezygnuje z niego dla jakiejś gówniary, która przez przypadek zaszła w ciążę...
-Hej, nie mów tak!- krzyknęła, przerywając mi- dzisiaj jest dobry dzień. Masz mu to powiedzieć, albo ja to zrobię, jasne?-pokiwałam w milczeniu głową.
Godzinę później
Puk, puk, puk.
-Cholera, już są.- Aci nałożyła chyba setną warstwę szminki na usta- wszystko gotowe?
-Tak myślę. Zanieś potrawy, a ja ich wpuszczę.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
-Cześć, chłopaki!- krzyknęłam beztrosko, przytulając każdego z nich. Przywitali się i poszli do salonu, a Lou złożył na moich ustach romantyczny pocałunek, po czym udał się za nimi. Patrzałam przez chwilę na sylwetkę ojca mojego dziecka, po czym zamrugałam dwukrotnie i także zajęłam miejsce.
-Wiecie, zgodnie z tradycją, siadamy do kolacji po pierwszej gwiazdce.
-O! Tu jest! Widzę.
-Niall, debilu, to samolot.- odparłyśmy chórem z Agnes i Aci.
Po kilku minutach coś zamrugało i na niebie zobaczyłam świecące światełko.
-Jest- powiedziałam, wzkazując palcem.
-No to jemy!-ucieszył się blondyn, skacząc do stołu.
Po skończonym posiłku, który w większości został spożyty przez Nialla Horana, sławną gwiazdę muzyki pop, sratatata, przyszedł czas na prezenty. Miałam rozpakować wielkie pudło, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Ja otworzę! - krzyknęła Acacia.
* Acacia *
Szłam otworzyć drzwi gdy nagle w progu salonu stanął Harry. Nie przewidując konsekwencji rzuciłam się na niego całując go namiętnie, chłopak trochę się zadziwił moją reakcją ale odwzajemnił pocałunek.
- Brakowało mi Cię Harry - szepnęłam mu do ucha.
Po oderwaniu się od chłopaka spojrzałam na pozostałych patrzeli na nas z otwartymi ustami jak by jakieś ufo widzieli, a Jus? Justin nawet się tym nie wzruszył widać jak mnie kochał.
- Harry, c..o?! Jak ty tu? Jak ty tu się znalazłeś? - przerwał tę jakże krępującą ciszę pan Louis Tomlinson
- Bo ten tego - zaczął drapać się po głowie.
- Brakowało mi was, a Ciebie Aci ...kochanie p..przepraszam - powstrzymywał się od łez
- Przepraszam za tą dziewczynę i..
- Harry już dobrze, już spokojnie...Harry. - przerwałam mu
- Nie, nie jest dobrze...ja..
- Harry j..ja jestem w..w drugim mies...miesiącu ciąży... - przerwałam mu
Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni drugi raz już tego wieczoru. Oh pięknie
- Oh...um Justin nawet nie wiesz jakie masz szczęście. - powiedział szlochając
- Harry...to twoje dziecko - szepnęłam prawie nie słyszalnie
- Co? - zapytał
- To twoje dziecko! - krzyknęłam
- Co? Co?..CO? - zaczął się wydzierać jak debil i nawet nie wiedząc kiedy byłam w jego objęciach
- Kocham Cię...Was - wyszeptał
W tym momencie posłałam siostrze znaczące spojrzenie. Widziałam ten strach w jej oczach.
- Louis.. - zaczęła
* Louis *
- Louis - usłyszałem jak szeptem mnie woła Zo
- Tak? - zapytałem
- Bo ja też jestem w ciąży z... - odpowiedziała
- Z... ? - zapytałem. Um dziecko Willa?!
- z Tobą - dokończyła za nią Acacia. Byłem w siódmym niebie
- Tak Zo? - zwróciłem się do niej.
Pokiwała potwierdzająco głową.- Teraz wiedziałem, że do spełnienia moich najskrytszych marzeń brakuje tylko Zoey ale nie Clark tylko Zoey...Zoey Tomlinson.
~*~
A więc cześć! Powróciłyśmy znacznie wcześniej ale to z 2 powodów:
1. (i najważniejszy) Nie potrafimy się z wami rozstać.
2. Oceny już wystawione! ;D
Julcię już się troszkę pozbierała i wraca do pisania : ) A rozdział pisany wspólnymi siłami: Włączcie to Początek: Anita! Środek: Julka! i Koniec: Maja czyli ja! Dziękuję za oklaski 8) Dziękuję, dziękuję. Odbija mi, troszku. To do następnego!
Czytasz = Komentujesz
Jeśli czytasz to serdecznie prosimt pozostaw po sobie jakiś ślad ~ nie wiem, skomentuj albo dodaj się do obserwowanych, chcemy wiedzieć dla kogo piszemy i czy to ma sens. Z góry dziękujemy...Maja, Julka i Anita ~
-Pomóc Ci w czymś, siostrzyczko?
Acacia odwróciła się i na mój widok uśmiechnęła się szeroko.
-Mogłabyś nakryć do stołu?
Ten jej anielski uśmiech jest mega przekonujący, więc grzecznie wzięłam talerze, miski i sztućce, po czym poustawiałam je na pokrytym śnieżnobiałym obrusem stole. To będzie Zayn, Nialler, Liam i Louie... Justin, ja, Agnes i Acacia. Okej.
-Gotowe!-krzyknęłam. Podeszła do mnie i zaczęła liczyć nakrycia.
-Brakuje jednego.
-Co...?
-Brakuje nakrycia dla niespodziewanego gościa- znowu ten uśmieszek, chociaż wiedziałam, co oznacza jej spojrzenie. W głębi duszy każdy z nas miał nadzieję, że Harry wróci. Z tego co wiem, podobno dla niego nie żyję. Może być i tak, ale jak mógł zostawić wszystko i... W sumie też tak zrobiłam.
Położyłam talerz, miskę i sztućce przy ósmym nakryciu.
-Chłopaki będą za godzinkę.-westchnęła.
-Pomogę Ci w tym gotowaniu.
-Ha, ha, ha. Ty i gotowanie? Nie pamiętasz już, jak podpaliłaś kuchnię robiąc jajecznicę? Pozwól, że ja się tym zajmę.- wróciła do gotowania- A tak w ogóle, kiedy zamierzasz powiedzieć Louisowi... No wiesz...
-Eee... Jutro- barknęłam.
-Zo, wiesz, że w końcu zauważy ciążę.
-Mam stracha, że mnie opuści. Wiesz jak jest, ma zespół, nie zrezygnuje z niego dla jakiejś gówniary, która przez przypadek zaszła w ciążę...
-Hej, nie mów tak!- krzyknęła, przerywając mi- dzisiaj jest dobry dzień. Masz mu to powiedzieć, albo ja to zrobię, jasne?-pokiwałam w milczeniu głową.
Godzinę później
Puk, puk, puk.
-Cholera, już są.- Aci nałożyła chyba setną warstwę szminki na usta- wszystko gotowe?
-Tak myślę. Zanieś potrawy, a ja ich wpuszczę.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
-Cześć, chłopaki!- krzyknęłam beztrosko, przytulając każdego z nich. Przywitali się i poszli do salonu, a Lou złożył na moich ustach romantyczny pocałunek, po czym udał się za nimi. Patrzałam przez chwilę na sylwetkę ojca mojego dziecka, po czym zamrugałam dwukrotnie i także zajęłam miejsce.
-Wiecie, zgodnie z tradycją, siadamy do kolacji po pierwszej gwiazdce.
-O! Tu jest! Widzę.
-Niall, debilu, to samolot.- odparłyśmy chórem z Agnes i Aci.
Po kilku minutach coś zamrugało i na niebie zobaczyłam świecące światełko.
-Jest- powiedziałam, wzkazując palcem.
-No to jemy!-ucieszył się blondyn, skacząc do stołu.
Po skończonym posiłku, który w większości został spożyty przez Nialla Horana, sławną gwiazdę muzyki pop, sratatata, przyszedł czas na prezenty. Miałam rozpakować wielkie pudło, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Ja otworzę! - krzyknęła Acacia.
* Acacia *
Szłam otworzyć drzwi gdy nagle w progu salonu stanął Harry. Nie przewidując konsekwencji rzuciłam się na niego całując go namiętnie, chłopak trochę się zadziwił moją reakcją ale odwzajemnił pocałunek.
- Brakowało mi Cię Harry - szepnęłam mu do ucha.
Po oderwaniu się od chłopaka spojrzałam na pozostałych patrzeli na nas z otwartymi ustami jak by jakieś ufo widzieli, a Jus? Justin nawet się tym nie wzruszył widać jak mnie kochał.
- Harry, c..o?! Jak ty tu? Jak ty tu się znalazłeś? - przerwał tę jakże krępującą ciszę pan Louis Tomlinson
- Bo ten tego - zaczął drapać się po głowie.
- Brakowało mi was, a Ciebie Aci ...kochanie p..przepraszam - powstrzymywał się od łez
- Przepraszam za tą dziewczynę i..
- Harry już dobrze, już spokojnie...Harry. - przerwałam mu
- Nie, nie jest dobrze...ja..
- Harry j..ja jestem w..w drugim mies...miesiącu ciąży... - przerwałam mu
Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni drugi raz już tego wieczoru. Oh pięknie
- Oh...um Justin nawet nie wiesz jakie masz szczęście. - powiedział szlochając
- Harry...to twoje dziecko - szepnęłam prawie nie słyszalnie
- Co? - zapytał
- To twoje dziecko! - krzyknęłam
- Co? Co?..CO? - zaczął się wydzierać jak debil i nawet nie wiedząc kiedy byłam w jego objęciach
- Kocham Cię...Was - wyszeptał
W tym momencie posłałam siostrze znaczące spojrzenie. Widziałam ten strach w jej oczach.
- Louis.. - zaczęła
* Louis *
- Louis - usłyszałem jak szeptem mnie woła Zo
- Tak? - zapytałem
- Bo ja też jestem w ciąży z... - odpowiedziała
- Z... ? - zapytałem. Um dziecko Willa?!
- z Tobą - dokończyła za nią Acacia. Byłem w siódmym niebie
- Tak Zo? - zwróciłem się do niej.
Pokiwała potwierdzająco głową.- Teraz wiedziałem, że do spełnienia moich najskrytszych marzeń brakuje tylko Zoey ale nie Clark tylko Zoey...Zoey Tomlinson.
~*~
A więc cześć! Powróciłyśmy znacznie wcześniej ale to z 2 powodów:
1. (i najważniejszy) Nie potrafimy się z wami rozstać.
2. Oceny już wystawione! ;D
Julcię już się troszkę pozbierała i wraca do pisania : ) A rozdział pisany wspólnymi siłami: Włączcie to Początek: Anita! Środek: Julka! i Koniec: Maja czyli ja! Dziękuję za oklaski 8) Dziękuję, dziękuję. Odbija mi, troszku. To do następnego!
Czytasz = Komentujesz
Jeśli czytasz to serdecznie prosimt pozostaw po sobie jakiś ślad ~ nie wiem, skomentuj albo dodaj się do obserwowanych, chcemy wiedzieć dla kogo piszemy i czy to ma sens. Z góry dziękujemy...Maja, Julka i Anita ~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz